— No, no, pomówimy jeszcze o tym — zmienił ton adwokat. — Wpadłem tak po drodze dowiedzieć się, co u pana słychać? No i he... he... he... przypomnieć o naszym pakcie, he... he... he...
Józef poskubał wąsiki:
— Kiedy, widzi mecenas, ja... tego... Mam dziś bardzo ważne posiedzenie...
— Jak to? — najeżył się Neuman.
— No tak wypadło — rozłożył ręce Józef — redakcyjne posiedzenie niezmiernie ważne...
Twarz Neumana zastygła w powadze. Józef czuł, że jest bardzo, ale to bardzo nie w porządku. Znacznie lepiej byłoby powiedzieć wprost, że żeni się z inną, lecz jakoś nie mógł tego wykrztusić. Wytłumaczył sobie, że byłoby to nawet nietaktowne, bo czyż go ciągną do ołtarza? Przecież chodzi tylko o pogodzenie się z Rosiczką. Tak sprawa przedstawia się formalnie.
— Ja mam posiedzenie o szóstej — zaczął — ale jestem pewien, że do ósmej, najdalej do dziesiątej załatwię się z tym... No i wówczas... Chyba nie będzie za późno?
— Nie. Dancing jest do dwunastej — sucho powiedział Neuman.
— Właśnie... hm... więc może wpadnę...
— Panie Józefie! — położył mu rękę na kolanie — mówmy otwarcie.