Józef pochylił się przed Rosiczką:
— Pani pozwoli?
Wstała z takim wyrazem twarzy, jakby mu robiła łaskę i zaczęli tańczyć.
Szukał w myśli słów, od których należałoby zacząć i wreszcie wykrztusił:
— Gorąco tu.
A wobec jej milczenia dodał:
— Na korytarzu jest mniej duszno.
— Dobrze, przejdziemy tam — powiedziała tak, jakby ją o to prosił, i ruszyła do drzwi.
W korytarzu stanęła przy poręczy schodów i zapytała zimno:
— Cóż pan chciał mi powiedzieć?