— Ja? — zdziwił się, lecz przywoławszy siebie natychmiast do porządku, dodał: — Ja chciałem zaproponować pani, by nie... by przestała na mnie gniewać się...
— To wszystko? — rzuciła z wyniosłością śmieszną u tej smarkatej.
— No, nie. Chciałem zapytać, dlaczego pani, panno Rosiczo, zdaje się mieć do mnie żal? Przecież ja dla pani żywię serdeczną sympatię. Jeżeli zaś między nami były pewne nieporozumienia...
— To się ich w ten sposób nie załatwia — wybuchnęła, wpadając mu w słowo.
— No więc w jaki?
— W prosty, po męsku.
— Przecież mówię po prostu.
— Nie. Po prostu — to inaczej — przygryzła drżące usta.
— Niech mi pani powie jak, bo sam nie znam innego sposobu.
Spojrzała nań niemal z nienawiścią: