— Więc dobrze, powiem...
Widocznie nie mogła się zdobyć na to, gdyż gniotła w ręku wachlarz.
— Powiem — zdecydowała się — prawdziwy mężczyzna postawiłby kwestię tak: kocham panią i ożenię się z panią lub: kocham panią i chcę mieć cię za kochankę, albo: jest mi pani obojętna i proszę na mnie nie liczyć... Tak zrobiłby prawdziwy mężczyzna...
— To znaczy — uśmiechnął się Domaszko — że według pani mężczyzna powinien być gburem...
— Nie, nie — przerwała mu — ja już mam dość pańskich niedomówień. Proszę o wybranie jednego z trzech wariantów. Żądam tego. Mam prawo tego żądać.
— Panno Rosiczko... niech się pani nie denerwuje...
— Wcale się nie denerwuję! Żądam wyraźnej odpowiedzi. No!?
Strzepnął pyłek z rękawa, dotknął ręką krawata i powiedział:
— Więc... bardzo panią lubię i szanuję... życzę pani, proszę mi wierzyć, jak najlepiej, ale na mnie... hm... proszę nie liczyć.
— Dziękuję panu i do widzenia — skinęła mu głową i wolno poszła w kierunku sali.