Widział, że była blada jak płótno, należało ją też odprowadzić?...

Lecz oto zwróciła się doń z uśmiechem:

— Nie odmówi mi pan pewnej grzeczności?

— Ależ, panno Rosiczko! — zawołał z bolesnym wyrzutem.

— Może mi pan zechce oszczędzić min mojej rodziny. Dokończymy tańca i odprowadzi mnie pan do stołu. Wolałabym, by po naszym wyglądzie nie domyślano się treści naszej rozmowy.

Oczywiście, zgodził się z tym bez namysłu i gdy po umilknięciu walca znaleźli się przy stoliku mecenasostwa, naśladując Rosiczkę, przybrał wesoły i beztroski wyraz twarzy, do czego zresztą nie potrzebował specjalnie się przymuszać.

Z obowiązku zatańczył jeszcze z panną Nuną, po czym wymówiwszy się pilną pracą pożegnał towarzystwo i wrócił do domu z ulgą w sercu:

— Nareszcie skończyłem tę przykrą historię!

Rozdział VII

— Udzieli mi pan po prostu plenipotencji — mówił swoim pogodnym głosem redaktor Swojski — a mając ją w ręku, już wszystko wezmę na siebie. Oczywiście natychmiast po pańskim powrocie zwrócę ją panu.