— I poszedł sobie?
— A no poszedł, ale całe mieszkanie obszukał. Nie chciałem pozwolić, ale akurat Marianny nie było, a ja takiemu sam rady nie dam. Obleciał wszystkie pokoje, krzycząc: — on tu musi być, to wszystko komedia — powiada — schował się — powiada — ja się nie dam na dudka wystrychnąć — i takie słowa. Nawet do wygódki zaglądał. Potem to zaczął mi grozić, że mnie nauczy, że ja na pewno wiem, gdzie ten ciura, to znaczy niby panicz, jest.
Dopiero jakem mu przysiągł, że nie wiem, to uwierzył i wyleciał jakby go wymiotło, jeszcze odgrażając się.
— Trzeba było po policję telefonować — zmarszczył brwi Józef.
— Nie wiedziałem — tłumaczył się Piotr — zresztą i tak poszedł.
Józef natychmiast zadzwonił do redakcji i zapytał:
— Czy mogę mówić z panem Swojskim?
— A kto pyta? — odezwał się znajomy głos.
— Tu mówi Domaszko.
— A moje uszanowanie, szer mosje64. Tu Fahrtouscheck.