— Świetny. Nie wiem, jak panu wyrazić moją wdzięczność za doprowadzenie tej stajni Augiasza do porządku.

— Przecenia pan moją skromną rolę.

— Nie mogę przeceniać! A cóż Piotrowicz?

— Pan Piotrowicz?... Hm... egzystuje, owszem. Podobno szuka finansisty.

— Tak? Chce założyć pewno tygodnik?

— Nosi się z tą myślą.

— A jak się pan z nim rozstał?

Swojski podciągnął nogawki idealnie zaprasowanych spodni i na jego przystojnej twarzy wykwitł mdły uśmiech:

— Niezupełnie polubownie. Pan Piotrowicz jest hm... bardzo impulsywny i ma przykry zwyczaj nieliczenia się z doborem słów.

— Gbur po prostu — powiedział Józef.