— Arewiderczi72!
Józef położył słuchawkę, odszukał w pugilaresie kartę wizytową Swojskiego i zatelefonował do jego mieszkania.
Tu oświadczono mu, że pan redaktor jest na mieście, ale prosił, by notować telefony i gdy tylko wróci, zadzwoni.
— Zatem proszę zapisać, że dzwonił Domaszko.
Zanim Józef zdążył przebrać się i ogolić, przyszedł Swojski. Wyglądał jak zawsze bardzo szykownie, pachniał dobrą wodą toaletową i był w świetnym humorze.
— No nareszcie, nareszcie — potrząsał rękę Józefa — myślałem, że już zacznę poszukiwać pana przez prywatnych detektywów.
— Bo co? Stało się co złego?
— Uchowaj Boże. Wszystko jest w porządeczku. Po prostu stęskniłem się za panem.
— Jestem bardzo panu wdzięczny — wybuchnął Józef — czytałem dziś ten artykuł... I numer w ogóle! Świetnie.
— Znajduje pan, że istotnie niezły?