— Co tam za stanowisko, proszę pana — wzruszył ramionami Cześniak — powiedziałem, że ożenię się, jak tylko będę miał z czego utrzymać żonę i syna, i ożenię się. Niech pan nie myśli, że mi przyjemnie, iż mój syn cudze kąty wyciera.

— Ile panu potrzeba, by mógł pan dać im utrzymanie?

— Mnie tam nic nie potrzeba. Przyjechałem i przyszedłem tu z matką do pana, bo matka mi pisała, że pan chce nam pomóc.

— Z przyjemnością pomogę — zapewnił Józef — proszę zatem powiedzieć, jakiej kwoty panu potrzeba?

Cześniak zamyślił się:

— Ano... jeżeli jaki taki warsztat urządzić i lokal wynająć, to trzeba będzie z dziesięć tysięcy, a jeżeli odkupić, to może starczy i siedem.

— Zatem siedem tysięcy?

— No tak, a na początek przydałoby się z tysiąc na zakup materiałów.

Józef zmarszczył brwi:

— Wydaje mi się, że pan kalkuluje zbyt rozrzutnie. Po pierwsze, lokal jest. Mieszkanie na ulicy Freta można zająć...