Był to wysoki, niebrzydki mężczyzna o opalonej cerze i jasnych oczach.
Józef podał mu końce palców i lekkim ruchem wskazał krzesło.
— Pan Wojciech Cześniak? — zapytał, zaglądając do notatnika — z zawodu introligator?
— Tak jest, proszę pana — odpowiedział ten spokojnie.
Józef przygładził włosy, pobębnił palcami po stole i zaczął:
— Nie chcę wnikać w pobudki pańskich... hm... czynów, ani poruszać przyczyn, które dotychczas przeszkadzały panu w poniesieniu konsekwencji, zgodnie z obowiązkiem moralnym i honorem mężczyzny, biorę tu pod uwagę niemoralny stan warunków, jakie stwarza wojna. Obecnie pragnę tylko usłyszeć od pana, czy gotów jest pan spełnić swój obowiązek?
Cześniak spojrzał z nieufnością na panią Bulkowską i powiedział:
— Toć przecież pisałem.
— Pisał, pisał, Józieczku — potwierdziła pani Michalina.
— Czy nie zechce pan jednak powtórzyć mi, jakie jest pańskie stanowisko w tej wysoce przykrej sprawie?