Józef uśmiechnął się przez grzeczność i powiedział:

— Można być szczęśliwym bez pieniędzy, ale nie można bez szacunku dla siebie.

— Przesąd — potrząsnęła głową pani Barbara — szczęście jest w ogóle niczym nieuwarunkowane. Ale weźmy teraz drugi segment zalety, jaką pan widzi w zasadach: — kwestie szczęścia pańskiego. Otóż nie wyobrażam sobie możliwości kochania osoby nieinteresującej nas. Wszystko zaś co jest pewnikiem, tym samym przestaje nas interesować. Pan widzi swoje szczęście w miłości do tej uroczej osóbki. Lecz miłość wymaga stałej pożywki, a tą jest niepewność i zmienność obiektu...

— To jeszcze kwestia do dyskusji — zastrzegł się.

Był naprawdę wytrącony z równowagi poglądami pani Krotyszowej i przygotowywał się do gruntownego sporu, gdy właśnie zjawił się Swojski.

— Za wcześnie przyszedłeś, Buba — westchnęła pani Barbara — przerwałeś nam bardzo interesującą rozmowę.

Przywitał się wesoło i prosił, by sobie nie przeszkadzali, lecz pani domu potrząsnęła głową:

— Nie, Buba, wolimy odłożyć to sobie na inny dzień. Zaraz po moim powrocie z Norwegii pan Domaszko musi mnie odwiedzić. Co prawda praktyczna strona zagadnienia, jak przypuszczam, zdezaktualizuje się do tego czasu — uśmiechnęła się — ale nam głównie chodzi o teorię. Nieprawdaż?

— Jak to? — zapytał Swojski — zamierzasz... pani zamierza wyjechać?

— Tak, pojutrze wyjeżdżam. Nie znoszę tych upałów. I mój drogi, nie utrudniaj sobie konwersacji przez tytułowanie mnie panią. Pan Domaszko wie równie dobrze, jak i wszyscy, że mamy dostateczne powody do nazywania siebie po imieniu.