— Dziękuję stryjaszkowi — bąknął Józef.

— Jakież masz zamiary? Czy chciałbyś kształcić się dalej?

— Tak jest, stryjaszku.

— No, a w jakimż kierunku?

Pani Domaszkowa odezwała się najsłodszym głosem, na jaki zdobyć się umiała:

— Właśnie, proszę szanownego pana, Józek, sądzę, jeżeli szanowny pan nadal nam swojej łaski i dobroci nie odmówi, mógłby kształcić się na lekarza i takim sposobem na człowieka wyjść. Doktorzy dobrze zarabiają...

— Zaraz, zaraz — niecierpliwie przerwał pan Cezary, stukając palcem po szerokiej poręczy — pani bratowa nie oduczy się nigdy tej nieznośnej gadatliwości.

Pani Domaszkowa umilkła natychmiast.

— Więc chcesz iść na medycynę? — zwrócił się pan Cezary do Józefa.

— Tak jest, stryjaszku — kiwnął głową Józef.