— Jaśnie pan prosi.
Ogromny ciemnoczerwony gabinet pełen pozłocistych brązów i wielkie biurko w środku, wyglądające jak ołtarz, nie sprawiały jeszcze tak przytłaczającego wrażenia, jak siedzący w wielkim gotyckim fotelu siwy pan z szeroką brodą i z równie siwymi krzaczastymi brwiami, sterczącymi znad oprawy szkieł.
— Proszę — odezwał się, nie wstając.
Pani Domaszkowa drobnym kroczkiem, dygając raz po raz, przeszła przez pokój:
— Moje uszanowanie panu, moje najniższe uszanowanie.
Pan Cezary podał jej końce palców i wskazał krzesło stojące dość daleko od biurka.
Józef pocałował stryja w rękę, nie mogąc zdobyć się na powitanie. Pan Cezary poklepał go po ramieniu:
— No, winszuję ci chłopcze. Pokażże swoje świadectwo.
Rozwinął papier i przeczytał uważnie.
— Hm... dobrze — mruknął — siadaj tu. Cóż nic nie mówisz?