— Zamyka jednak dostęp do skarbu subtelności — westchnął Swojski.

Po kolacji pani Krotyszowa pokazywała rysunki sukien, jakie miała zabrać ze sobą:

— Wzorowałam je na różnych odmianach storczyków. Storczyk uważam za kwiat najbardziej mi odpowiadający.

O jedenastej Józef pożegnał się i wyszedł.

Był cały pod wrażeniem niezwykłej umysłowości pani Barbary. Niemal każde jej zdanie zasługiwało na poświęcenie mu dłuższych rozmyślań, a niektóre uderzały swą niespodziewaną trafnością. Najwięcej myślał o tym, co powiedziała o Lusi.

„Czy istotnie Lusia nie będzie mi mogła dać szczęścia?... Nonsens! — oburzył się — my będziemy zawsze się kochali”.

Rozdział IX

Zaręczyny Józefa Domaszki z Lusią Hejbowską zgromadziły kilkadziesiąt osób z rodziny narzeczonej.

Józef był sam. Pomimo egzaminujących i uporczywych spojrzeń, badających go bez przerwy, czuł się dość swobodnie, gdyż Lusia całą swoją pomysłowość skierowała ku uprzyjemnieniu mu wieczoru.

Zresztą egzamin wypadł na korzyść Józefa. Dowiedział się o tym od pani Szczerkowskiej, która zbierała opinie znoszone jej ze wszystkich stron jako opiekunce Lusi.