— Cezary? Hm, to dobrze. Tedy dziękuję ci za życzenia i muszę cię pożegnać, bo nie mam czasu.
Natka zakręciła się na miejscu i odezwała się nieśmiało:
— Mam jeszcze prośbę do ciebie, Józieczku.
— Prośbę? Słucham — rzucił niecierpliwie.
— Czy nie byłbyś tak życzliwy przyjść jutro na nasz ślub? Zrobiłbyś nam wielką łaskę.
— Jutro? A no... hm... o której to?
— Zaraz po nieszporach, u Zbawiciela.
— No, owszem, będę...
— Serdecznie dziękuję, serdecznie.
— A wesela nie urządzacie? — zapytał obojętnie.