— Nie, nie, może to niepotrzebne, niech pan najpierw sprawdzi.

Zbliżyli się do drzwi sypialni i zaczęli nasłuchiwać.

Wewnątrz panowała zupełna cisza.

Józef zapukał raz, drugi, później nacisnął klamkę. Drzwi były zamknięte na klucz od wewnatrz.

— Ona nie żyje! Ona nie żyje! — szeptała Lusia.

— Trzeba wyłamać — zdecydował się.

— Tak, tak.

Józef był dość silny, lecz i drzwi były mocne. Odchylał się i uderzał ramieniem coraz mocniej, nasłuchując po każdym uderzeniu. Nie ustępowały.

— Chyba nie dam rady — powiedział, rozcierając obolałe ramię — może zawołać stróża?

— Boże! Trzeba prędzej, niech pan jakimś ciężarem! O, niech pan weźmie ten blat stolika.