— Pójdziemy pieszo — oświadczyła Lusia.

— Może dla odetchnięcia świeżym powietrzem przejedziemy się przez miasto? — zaproponował.

— Nie. dziękuję. Wolę przejść się.

Szli w milczeniu.

„Do czego to podobne — myślał Józef — oto jesteśmy małżeństwem, idziemy do domu pieszo, na drugi dzień po ślubie... Ona myśli tylko o swojej wujence, ja się irytuję”.

Zacisnął zęby.

Wszystko nie tak jak u ludzi!

— Przed wieczorem padał deszcz — odezwała się Lusia — powietrze jest tak ożywczo chłodne.

— Owszem, padał, nawet dość duży — odpowiedział i nie mógł znaleźć dalszego tematu do konwersacji.

Bo rzeczywiście, czyż o tym powinni mówić ze sobą? W takiej chwili! Deszcz! Rozmowa o pogodzie!