— Ja się tym nie zachwycam — powiedziała po prostu Lusia.
— Nie rozumiem cię, kochanie.
— To bardzo jasne. Jak może istnieć człowiek niemający własnego zdania, własnych wyrobionych poglądów?
— Któż ci powiedział, złotko, że on ich nie ma?
— Więc zachowuje je dla siebie!
— Naturalnie.
— Przyznam, że nie rozumiem, jak człowiek może dla uniknięcia rozbieżności zdań, godzić się na takie, których przyjąć nie powinien.
— To jest umiejętność życia, Lusieńko.
Lusia uśmiechnęła się.
— Cieszę się, że ty nie jesteś taki. Nie umiałabym szanować ludzi tego typu. Ani szanować, ani kochać.