— Tu Józef, dzień dobry, wujenko.

— Jak się pan ma. Jest pan pewno ciekaw, czy byłam u Lusi?

— Tak, wujenko.

— Otóż Lusia powiedziała mi, że czuje się szczęśliwa.

— Tak powiedziała? — krzyknął.

— Tak.

— Więc już teraz nic nie rozumiem.

— Właśnie, mój drogi, pan tego nie rozumie, że Lusia za żadne skarby nie będzie się starała dzielić, chociażby ze mną, swoimi zmartwieniami. Owszem, przyznała, że doznała pewnych rozczarowań, ale nie wątpi, iż wkrótce zdoła się pogodzić z istniejącym stanem rzeczy.

— A nic nie mówiła o mnie?...

— Oświadczyła, że nic panu nie ma do zarzucenia.