— Absolutnie nic?

Podziękował pani Szczerkowskiej i położył słuchawkę:

— Panna z zasadami — zaśmiał się gorzko — woli sobie i mnie, woli nam obojgu zatruć życie swymi histerycznymi zasadami niż...

Ale właśnie żadnego „niż” nie umiał znaleźć i to go rozżaliło jeszcze bardziej. W gruncie rzeczy to on jej nie mógł postawić żadnego zarzutu.

Był jeszcze jeden sposób — rozmówić się z nią samą. Szczerze, po prostu, otwarcie...

Przez szereg dni nosił się z tym zamiarem. Wreszcie pewnej niedzieli zdecydował się po śniadaniu na tę przykrą rozmowę.

— Czy możesz mi poświęcić kwadrans czasu? — zapytał.

— Owszem — odłożyła dzienniki i spojrzała nań zdziwiona — słucham...

— Prawdopodobnie przypominasz sobie rozmowę, jaką miałaś z wujenką. Otóż to ja prosiłem wujenkę, by z tobą pomówiła.

— Domyśliłam się tego już wtedy.