Gdy tedy o oznaczonej godzinie siódmej przyszedł Józef i był zażenowany obecnością i swobodą Swojskiego, usłyszał:
— Nie szokuj się tym, mój Pepi, pan Swojski składa mi właśnie „listy odwołujące” i pozostanie zawsze mile widzianym gościem, oczywiście, póki się nie znudzi.
Swojski jednak nie tylko nie nudził się, lecz był w doskonałym humorze. Ponieważ rozmowa zeszła na temat ogólnie zanikającego kulturalnego życia kraju, wysunął nawet projekt zorganizowania z salonu pani Barbary nowego, całkiem nowego ośrodka kultury.
— Organem tego nowego środowiska będzie „Tygodnik Niezależny”.
— Jest już organem Ligi Patriotyzmu Gospodarczego — zauważył Józef.
— Cóż to szkodzi? Jedno nie przeszkadza drugiemu. Zbierzemy grupę uczonych, artystów, pisarzy, a nawet dyletantów chodzących dotychczas luzem i pozbawionych wpływu na życie kulturalne. Każdy z nich chętnie do nas przystanie. Nazwiemy to — przypuśćmy — Zniczem Niezależnych...
— To źle brzmi — zauważyła pani Barbara.
— Więc Ogniskiem Wolnych, albo dla związania instytucji z pismem: Ogniskiem Niezależnych, co? Nikogo tu bowiem nic nie będzie obowiązywało, a będziemy mieli organizację, firmę, markę, głos! Co?
— Owszem, myśl jest słuszna — przyznał Józef.
— Otóż zgrupujemy kilkadziesiąt osób, wybierzemy nie zarząd, lecz, dajmy na to, Komitet Intelektualnej Więzi! Dobrze brzmi?