— Owszem.

— Otóż Komitet Intelektualnej Więzi Ogniska Niezależnych wybierze sobie prezesa i sekretarza, którymi powinni...

— Zaraz, zaraz — przerwał Józef — a jak będzie brzmiał skrót z inicjałów? To jest bardzo ważne, bo czasami...

— Skrót? — Swojski wyjął notes i szybko napisał — Komitet Intelektualnej Więzi Ogniska Niezależnych... KIWON.

— Kiwon?

— Tak. „Kiwon”. Dobre jest.

Okazało się nawet bardzo dobre. Już przed upływem dwóch tygodni Ognisko Niezależnych grupowało powyżej setki osób, samych przyzwoitych i statecznych ludzi. Akcja werbownicza „Tygodnika” i tym razem została poparta przez kilka wpływowych organów prasowych. Utworzono też komisję organizacyjną, która wybrała władze Ogniska. Prezesem „Kiwona” został senator Labuszkiewicz, wiceprezesem — Józef Domaszko, a sekretarzem — redaktor Swojski.

Próbowano z początku wysunąć żądanie ścisłego programu Ogniska i planów jego działalności, jednakże zaniechano tego, by nie krępować instytucji w jej działalności na niwie kultury, która przecież rozciąga się na wszystkie gałęzie życia publicznego i jednostkowego.

Działalność ta już wkrótce zaznaczyła się przy okazji rocznicy listopadowej. Do komitetu obchodu prezydent miasta zaprosił prezydium „Kiwona”, niedługo zaś potem w publicznym sporze o utworzeniu Akademii Literackiej głosy „Kiwonów” zaważyły dobitnie na szali, przechylając ją na korzyść tejże Akademii.

Wprawdzie w rosnących szeregach „Kiwona” przeważał element nie artystyczny lecz dyletancki, jednakże grupując mecenasów i znawców wszelkiej Sztuki, Wiedzy i Kultury „Kiwon” stanowił zbawczy element umiaru, ładu i rozwagi, co należycie zostało ocenione przez całe społeczeństwo.