— Mówiłem ci już, że nie pójdę.
— To będziesz świnia.
— Nie mam pieniędzy do wyrzucenia — bronił się Domaszko.
Podszedł do nich Lipman, piegowaty jak indycze jajo i zawyrokował, że nieobecność na bibie Domaszki byłaby szczytem niesolidarności. Nawet taka rura, jak Kuczkowski, idzie.
— A przecież sam mówiłeś, że masz pięć rubli — przygwoździł go Buszel.
— Nie zapieram się — skrzywił się Józef — ale potrzebne mi są.
Malinowski zrobił złośliwą minę:
— Wiecie na co?... Józiek bierze gumy i jedzie z panną Stasią do Wilanowa.
— Głupi jesteś.
— Więc przyjdziesz?