— Rozumiem, stryjaszku.
— To dobrze. Poza tym kategorycznie nie życzę sobie, byś na uniwersytecie zbliżał się do studentów o gminnych manierach, do przewróconych w głowach socjalistów, demokratów i innych nihilistów. Od wszystkich tych jak najdalej. Unikaj również bliższej znajomości z Polakami o instynktach wichrzycielskich, którym roi się w niedowarzonych mózgach jakaś tam niepodległość i inne romantyczne utopie. Wykluczam możliwość twego udziału w jakichkolwiek tajnych czy jawnych stowarzyszeniach, partiach, związkach. Masz pamiętać, że nosisz moje nazwisko, a ja jestem tam znany i szanowany. Wierzę, że jesteś dość uczciwy, by za to, co ci daję, nie odpłacić mi niewdzięcznością.
— Tak jest, stryjaszku.
— Pięknie. Teraz wstań i pokaż się.
Józef spełnił rozkaz.
— Hm... Jesteś źle ubrany. Póki byłeś gimnazistą nie miało to znaczenia. Ale człowiek przyzwoity powinien być zawsze dobrze ubrany. Jutro rano pójdziesz z Piotrem do mego krawca... Masz notes?
— Mam, stryjaszku.
— Więc zapisz. Obstalujesz sobie... pisz, mundur studencki, galowy mundur, płaszcz, futro na... hm... na elkach, smoking i frak. Zanotowałeś?
— Tak jest, stryjaszku.
— Bieliznę, buty itd. również załatwisz z Piotrem, któremu wydam instrukcje.