Pan Cezary nacisnął guzik dzwonka. Wszedł Piotr:
— Słucham jaśnie pana.
— Piotrze, panicz zamieszka w zielonym gościnnym pokoju. Zaprowadź tam panicza i wróć do mnie.
— Słucham jaśnie pana.
Pan Cezary podał Józefowi rękę, którą ten ucałował.
— No, dobranoc, mój chłopcze.
— Dobranoc stryjaszkowi, dziękuję za wszystko. A kiedy mam jechać do Petersburga?
— Za trzy dni, względnie za cztery. Sądzę, że do tego czasu twój ekwipunek będzie gotów.
— To tymczasem wrócę do Terkacz?
— Nie. Pojedziesz wprost z Warszawy do Petersburga. Wystarczy, jeżeli listownie pożegnasz się z twoją matką i z jej rodziną.