Józef zrobił niezdecydowaną minę i zaczął:

— Ale, stryjaszku...

— Dobranoc, Józefie — sucho przerwał pan Cezary — za dużo mówisz.

— Dobranoc, stryjaszku.

Było mu bardzo smutno i bardzo samotnie. Rozbierając się, wzdychał i gryzł się, że nie ucałuje rąk matki przed tak długim rozstaniem. Uspokoił się dopiero wówczas, gdy położył się w bajecznie miękkim, wygodnym łóżku.

Lokaj zabrał buciki i ubranie i spytał:

— Czy panicz każe podać śniadanie do łóżka?

— Nie, dziękuję, ja wcześnie wstanę.

— Dobranoc, paniczu.

— Dobranoc — powiedział Józef i przytulił głowę do poduszki pokrytej śliską, cieńszą od jedwabiu webą.