Rozdział III
Pierwsze sanki stanęły. Świt był wyjątkowo bezmglisty i kornet Kasatkin już z daleka zwrócił uwagę Domaszki, że Suchariew i Aleksandra Robiertówna wysiadają, zatem Aleksandra Robiertówna zaprosi wszystkich na śniadanie do siebie.
Nie omylił się. Gdy z kolei ich „lichacz” zatrzymał się jak wryty za sankami pani Kulman, a tuż za nimi i obok stanęli roześmiani po wariacku Wasilisa Siergiejewna ze sztabskapitanem Kolesnikowem i baronowa Tallenberg z Juraszenką, stojąca na chodniku pani Kulman zawołała:
— Prędko wysiadajcie! Wypijemy po kieliszku wódki i zjemy po kawałku śledzia!
Z okrytych siatkami koni buchały kłęby pary. Na wschodzie zaróżowiło się niebo.
Józefowi było bardzo nie na rękę to śniadanie. O trzeciej z minutami odchodził jego pociąg, a chciał się jeszcze przespać, no i koniecznie napisać list do matki.
Próbował wytłumaczyć się, lecz pani Aleksandra ani słyszeć o niczym nie chciała:
— Też coś! — oburzyła się — my dla niego robimy pożegnanie, a on taki młody człowiek i jeszcze buntuje się! Marsz na górę i nie rozsużdat’27!
— Rzeczywiście, Josif Fiodorowicz, nie wypada opuszczać towarzystwa. Tam na froncie lepszego nie znajdziecie — chwiejąc się na nogach, zapewniał Kolesnikow.
Nie było rady. Zresztą po przehulanej nocy dobrze jest wypić kieliszek wódki „na otrzeźwienie”. Jednakże towarzystwo po kieliszku doszło do przekonania, że i drugi nie zaszkodzi, trzeci pomoże, a czwarty i piąty naprawdę się przydadzą.