Kiedy wlazłeś między wrony — powiada przysłowie — musisz krakać jak i one.

A przysłowia są mądrością narodów.

Skąpo, ale przecież niemal stale przychodziły wieści z drugiej strony frontu. Przynosili je przeważnie jeńcy, również transportowani gościńcem i zaopatrywani na „punkcie”.

Od nich dowiedziano się, że w okupowanym kraju władze niemieckie już realizują państwo polskie, że w Warszawie rządzi Rada Stanu.

Pułkownik Rubowicz twierdził, że w ogóle jest łajdactwo niemieckie, Pastuszkiewicz utrzymywał, że cała ta Rada Stanu złożona jest ze zdrajców ojczyzny i monarchy, i że zaraz po odebraniu Warszawy wszystkich ich należy natychmiast powiesić.

Domaszko wprawdzie nie był zwolennikiem tak radykalnej kary, jednakże w zasadzie zgadzał się z pułkownikiem, że to wstyd dla Polaków, iż znaleźli się wśród nich tacy, którzy poszli razem z Niemcami i uformowali jakieś legiony, nie zważając na bratobójczy ich charakter.

— I to pomimo manifestu Mikołaja Mikołajewicza! — podkreślał Pastuszkiewicz.

Doktor Morgenblum uśmiechał się pod wąsem:

— Wszystko to niemiecka polityka.

— Tak — wzdychał pułkownik — cóż chcecie, Niemiec mądrzejszy jest od Słowianina, Niemiec małpę wymyślił! Ale my i tak ich pobijemy.