Powód milczenia stryja Cezarego wyjaśnił się już w przedpokoju. Zamiast służącego drzwi otworzyła pielęgniarka i poinformowała Józefa, że pan Cezary leży sparaliżowany. Gdy dowiedział się o abdykacji cesarza, dostał ataku apopleksji i od tego czasu ani ręką, ani nogą.

— Mówi bardzo niewyraźnie i cicho. Trzeba się nachylać, żeby usłyszeć — skończyła swe informacje pielęgniarka.

— A co doktorzy? — pytał Józef.

— Doktorzy, jak doktorzy — wzruszyła ramionami — powiadają, że albo wyzdrowieje, albo nie. Ale mnie widzi się, że już długo nie pociągnie. Tylko proszę z nim dużo nie rozmawiać, bo doktorzy zabronili, chociaż i tak, jak kto ma umrzeć, to milczenie go nie uratuje.

Stryj Cezary leżał w półciemnym pokoju. Raziło go światło i miał przymknięte powieki. Jednak Józefa poznał od razu.

— Dobrze, żeś przyjechał — powiedział z wysiłkiem.

— Dzień dobry, stryjaszku — cicho wyszeptał Józef.

— Mów głośniej.

— Dzień dobry stryjaszkowi. Dostałem urlop na kilka dni. Byłem zaniepokojony brakiem listów.

Pan Cezary westchnął: