Józefem wiadomości te mocno wstrząsnęły. Nie spał przez dwie noce i chodził jak struty.

Niewesoły nastrój powiększał brak roboty. Mijały tygodnie i miesiące na zupełnej bezczynności. W poszukiwaniu książek do czytania Józef dotarł do panien Mietkiewiczówien. Były to dwie siwe staruszki w żałobie, zamieszkujące mały dworek na przedmieściu. W dworku kwaterowało ośmiu oficerów i od jednego z nich Józef dowiedział się, że stare panny mają dużo książek, ale nieciekawych, bo to albo naukowe, albo całkiem filozofia.

Okazało się, że siostrzeniec staruszek, młody student, zginął na froncie, a książki właśnie, spora szafa, należały do niego.

Obie panny Mietkiwiczówny bardzo się ucieszyły, gdy Józef przedstawił się jako student wydziału filozoficznego i amator takiej właśnie lektury. Nie chciały jednak książek pożyczać, zaprosiły natomiast Józefa, by ilekroć ma czas wolny, czytał sobie w ich małym saloniku.

W szafie były istne skarby: Kant, Platon, Darwin, Buckle, Taine, Erazm Majewski, Bielińskij, Marks, Chłędowski, Flammarion, Wolter, Kartezjusz, Szekspir, Balzak, Tołstoj, Przybyszewski, Puszkin, Krasiński i tyle, tyle innych.

Niektóre ze znalezionych tu dzieł Józef znał już, na inne rzucał się łapczywie. Czytał systematycznie: od górnej półki począwszy, wszystko po kolei, z żalem tylko odkładając książki w języku angielskim, którego nie znał.

Czytał całymi dniami. Pełen był podziwu dla tych wielkich umysłów i wielkich talentów, które umiały tak potężnie zawładnąć przekonaniami czytelnika. Toteż po Weinigerze nabrał pogardy dla kobiet, po Darwinie stał się zdecydowanym materialistą, po Platonie zmienił zdanie i trzeba było przeczytać Buckle’a, by zachwiać się w poglądach idealistycznych. Marks, jako wywrotowiec, nie sprawił na Józefie większego wrażenia, chociaż trudno mu było odmówić słuszności.

Z jesienią zwolnił się pokoik na facjatce i Józef przeniósł się na kwaterę do dworku.

Od tego czasu całkowicie utonął w lekturze.

Był właśnie przy końcu czwartej półki, gdy otrzymał zawiadomienie o śmierci stryja Cezarego i wezwanie Aleksandry Robiertówny, by natychmiast przyjeżdżał do Piotrogrodu.