Stał przed dworcem i namyślał się, gdy z hałasem zajechało auto ciężarowe pełne wielkich pak papieru. Za nim przybyło drugie i trzecie. Żołnierze z czerwonymi kokardami zaczęli szybko wyładowywać ich zawartość pod komendą wysokiego dryblasa z rozwianym włosem, z ciężkim „coltem” u pasa.
Nagle dryblas spostrzegł Domaszkę i ryknął:
— A ty co stoisz jak słup!? Nie widzisz: ludzie pracują dla dobra rewolucji! Żywo! Pomagać!
Wszelki sprzeciw nie zdałby się na nic.
Józef zabrał się do dźwigania papieru, który czuć jeszcze było farbą drukarską. Były to proklamacje bolszewickie.
Nadjeżdżały nowe ciężarówki i Józef tęgo się napracował. Tymczasem dryblas kazał znosić paki na peron. Po dobrej godzinie podstawiono pociąg cały zalepiony afiszami rewolucyjnymi i wielkimi płótnami pokrytymi hasłami komunistycznymi.
Zaczęto ładować bibułę do wagonów.
— Żywo! — ryczał dryblas na spoconych żołnierzy i kilku starszych już robotników, wśród których uwijał się i Domaszko.
— Żywo, towarzysze!
Nagle na peron wpadł barczysty brodacz z zabandażowaną głową: