— No co? Jeszcze nie gotowe? — zawołał z irytacją.

Dryblas eksplikował się. Tłumaczył, że personelu jest mało, że już kończą.

— Do wagonów! — zakomenderował brodacz. Wraz z ostatnią paką wszyscy zaczęli wskakiwać do pociągu. Józef otrzepywał ręce i już chciał zawrócić na dworzec, gdy brodacz huknął nań:

— Dokąd!? Dokąd!? Głuchy jesteście, towarzyszu, czy co? Komendy nie słyszeliście?...

— Owszem, ale ja...

— Włazić zaraz! Patrzcie go! W wagonie się załatwisz! Odjazd!

Domaszko jeszcze próbował:

— Ależ, kiedy ja...

— Czort was weź! — zawył brodacz.

W następnej chwili Józef znalazł się w wagonie, pchnięty potężnym szturchańcem.