— Józef! — przeraźliwym głosem krzyknęła Natka i nie ruszyła się z miejsca.
— Kto? — rozległ się z głębi mieszkania głos ciotki Michaliny.
— Józef! Nasz Józef!
Teraz zarzuciła mu ręce na szyję.
Czuć ją było kuchnią i potem. Józef zacisnął szczęki. Jakież to okropne. I on jest ich Józefem...
Przydreptała ciotka Michalina i pokrzykując „Jesssus, Maryja!”, na próżno usiłowała dotrzeć do siostrzeńca, by go wziąć w ramiona.
Po kilku minutach siedział Józef na znajomej pluszowej kozetce i słuchał.
Straszne nieszczęście, wielkie nieszczęście, ale wola boska, trzeba ją przyjąć z pokorą. Niezbadane są wyroki opatrzności...
— Co z mamą? — zapytał zaniepokojony.
Odpowiedziało mu milczenie. Obie spuściły oczy i westchnęły.