— Dlaczego?
— To bardzo proste. Po jego ucieczce oczywiście ustawiono kogoś, kto pilnuje jego skrytki w banku. Byliby bardzo naiwni, gdyby tego nie zrobili. Każdy, kto by usiłował skrytkę otworzyć, zostałby natychmiast aresztowany.
Wzdrygnęłam się.
— To straszne!
— Ja sądzę. Tym bardziej że wówczas uważano by cię, i słusznie, za wspólniczkę szpiega.
Spojrzałam nań z niedowierzaniem.
— Chyba żartujesz? Przy stanowisku mego męża?...
— Nawet gdyby mąż twój był ministrem, nie uchroniłoby cię to od więzienia i od skazującego wyroku.
— Więc co mam zrobić?
— Jak najprędzej oddaj ten list, tak jak tego od ciebie żądano.