— Elisabeth Normann?
Zmarszczył brwi i zamyślił się.
— Tyle nazwisk się słyszy... Elisabeth Normami?... W jakim wieku jest ta dama?...
— Obecnie ma mniej niż trzydziestkę.
— A jak wygląda?
Opisałam ją jak najdokładniej, uwzględniając oczywiście to, że wówczas musiała wyglądać znacznie młodziej. Wuj potrząsnął głową.
— Żałuję bardzo, lecz nie przypominam sobie.
— Jednak wuj musiał ją znać. W swoim czasie Jacek był nią bardzo zainteresowany...
Podniósł brwi.
— Och... Zdaje się, że coś sobie przypominam... Bardzo przystojna panna... Było to młodziutkie i zupełnie urocze... Tak, tak. Jacek ją wprowadził na przyjęcie do ambasady... No, naturalnie. Nazywała się Betty, Betty Normann. Szatynka o zielonych oczach. Jej ojciec, bardzo comme il faut54 starszy pan, był właścicielem przedsiębiorstwa żeglugowego czy czegoś takiego. Przyjmowani byli w najlepszych domach. Naturalnie. Pamiętam, Betty Normann. Podobno nawet skuzynowana z lady Northelife... Wtedy Jacek zdawał się nią być bardzo zajęty...