— To dobrze — mówił. — To doskonale. Jestem ci niewymownie wdzięczny. A teraz proszę cię, Haneczko, śpiesz się. I postaraj się tak przynieść mi tę paczkę, by nikt z domowników nie widział. Bardzo mi na tym zależy. Gdzie ją masz?

— W sypialni, w bieliźniarce.

— Więc śpiesz się.

Trzęsły się pode mną nogi i kręciło mi się w głowie. Jak na złość nie mogłam znaleźć kluczyka od bieliźniarki. Minęło chyba dobrych pięć minut, zanim wydobyłam paczkę i wróciłam do przedpokoju.

Przywitał mnie niemal gniewnie:

— Coś robiła tak długo?! Mów zaraz, coś robiła! Gdzie masz telefon? — Gwałtownie ścisnął mnie za rękę.

Byłam tak oszołomiona, że nie wiedziałam, jak zareagować.

— Proszę mnie puścić — szepnęłam. — Szukałam tej paczki. Zapodział mi się gdzieś klucz od bieliźniarki.

— Gdzie masz telefon? — zasyczał, coraz mocniej ściskając moją rękę.

— Tutaj obok, w gabinecie.