— Niestety, nie wiedziałem, w jakim urzędzie. Takie miasto jak Nowy Jork posiada ich mnóstwo. Ludzie wynajęci przez mego adwokata przeszukali księgi, jak mnie zapewniał, we wszystkich. Ręczył mi słowem, że zrobili to bardzo sumiennie. I nie znaleźli. Cóż miałem począć?... Znajdowałem się w takiej sytuacji, że całe moje małżeństwo rozpływało się w jakiejś fikcji. Nie miałem ani żony, ani żadnego dowodu, że kiedykolwiek brałem ślub. Czyż w tych warunkach, zwłaszcza że minął tak długi okres czasu, nie mogłem nabrać pewności, że już nic z tamtego nie wróci, że się nie odezwie?...
Potrząsnęłam głową.
— Przyznaję ci pod tym względem słuszność, ale twoim obowiązkiem było poinformować mnie o tym.
— Tysiąc razy zastanawiałem się nad tym. Bywały chwile, gdy nawet dochodziłem do przekonania, że pomimo wszystko zgodziłabyś się wyjść za mnie. Ale i wtedy zjawiały się refleksje: Po co mam zakłócać twój spokój? Po co mam między nas wprowadzać ten przykry ferment?... Po co narażać cię na przewidywanie niebezpiecznych komplikacji, w których ewentualność już dawno sam przestałem wierzyć?...
— A jednak zjawiły się teraz, gdy tego najmniej się spodziewałeś?!...
— Tak. Nie spodziewałem się ich wcale. Minęło osiem lat. Osiem lat! Któż by mógł przypuszczać, że ta kobieta przypomni mnie sobie, że zjawi się znowu na mojej drodze?...
— Gdzie ona jest?
— Ach, to nie ma żadnego znaczenia — powiedział wymijająco. — Ważne jest tylko to, że w ogóle jest, że istnieje.
— I czego ona chce od ciebie?
— Chce, bym do niej wrócił.