— Chyba jest szalona! Jak to? Przez osiem lat gdzieś włóczyła się po świecie, prowadziła się, jak mam prawo przypuszczać, nie jak westalka i teraz na jej skinienie palcem masz do niej wracać?...

— Twierdzi, że mnie kocha.

Zaśmiałam się.

— A ty w swojej naiwności oczywiście jej wierzysz?

— Bynajmniej, ale to w niczym nie zmienia mego położenia. Ona wie, że jestem żonaty, że zostałbym skazany za bigamię, i tym trzyma mnie w ręku.

— Więc wróć do niej! — zawołałam, już nie panując nad nerwami.

Spojrzał na mnie ponuro.

— Wolałbym palnąć sobie w łeb.

Powiedział to niewątpliwie szczerze i poczułam doń znowu lekki przypływ sympatii.

— Wobec tego nie rozumiem tej kobiety. Przecie nie może się łudzić, że nawet wróciwszy do niej formalnie, będziesz miał dla niej jakiekolwiek uczucie poza nienawiścią.