— Wszystkie?... To znaczy ile?

— Coś pięćdziesiąt dwa tysiące.

— Psiakrew. Mają ludzie pieniądze — mimochodem zauważył stryj i dodał: — Nie zostawił ani grosza?

— Owszem, coś kilkaset złotych. Ale to jest nieważne.

— W porównaniu z tamtą kwotą — oczywiście. Powiedzże mi, moja mała, czyś już mówiła o tym z rodzicami?

— Ależ niech Bóg broni! Stryj może sobie wyobrazić, co ojciec by zrobił!

— Tak, ten stary idiota, ma się rozumieć, narobiłby alarmu. Postąpiłaś, kochanie, bardzo inteligentnie, żeś ani mężowi, ani rodzicom nie pisnęła słówkiem o swoim odkryciu. Rzecz w istocie wymaga największej dyskrecji.

Wzięłam stryja za rękę.

— Drogi stryjaszku, stryj mi pomoże. Prawda?...

Zamyślił się i wreszcie skinął głową.