— Ach, więc wszystko jedno, jak to nazwiesz. Powiedzmy: liaison78.

— Tym bardziej nie.

Uśmiechnęłam się pojednawczo.

— Dajmy spokój temu tematowi. Drażni cię, a zresztą to nawet niedelikatnie z mojej strony, że się w to wtrącam. Po prostu zaciekawiła mnie ta sprawa dlatego...

— Na miły Bóg! Tu nie ma żadnej sprawy. Poznałem tę panią i od czasu do czasu robimy wycieczki narciarskie. To wszystko.

— Chętnie ci wierzę, Romku. Chociaż ta pani w nieco inny sposób mówiła o tobie.

— Za to, co ktoś o mnie mówi, nie mogę ponosić odpowiedzialności.

— Och, co za mocne słowo — zaśmiałam się. — Aż odpowiedzialność! Sądzę, że nie pochlebiłoby to miss Normann, że tak gwałtownie i rozpaczliwe wypierasz się jej jak ducha złego. Osobiście uważam, że jest to naprawdę czarująca i bardzo przystojna osóbka. Wiem jeszcze jedno: że jest bardzo bogata. Cóż byłoby dziwnego, gdyby młody człowiek w twoim wieku zainteresował się taką kobietą.

— Zapewne. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Ale ja się nią nie interesuję. Nie jestem stworzony do żadnych flirtów. I sama najlepiej wiesz, dlaczego.

— Ja?... Pojęcia nie mam.