Opuścił powieki i powiedział:

— Gdybym ci tego nawet nigdy nie mówił i tak musiałabyś wiedzieć.

Przynieśli właśnie kawę i z konieczności musieliśmy przerwać rozmowę. Po wyjściu pokojowej powiedziałam:

— Wiem, co chcesz mi dać do zrozumienia. Twierdzisz, że mnie kochasz. Długo zastanawiam się nad tym. I wiesz, do jakiego doszłam przekonania?... Że tych uczuć, jakie żywisz dla mnie, w żadnym razie nie można nazwać miłością.

Na jego ustach zjawił się ironiczny uśmiech.

— Nie można?...

Odpowiedziałam z przekonaniem:

— Stanowczo nie można.

— Więc jakże to nazwiesz?... Jak nazwiesz to, że nic mnie nie pociąga do żadnej innej kobiety, że myślę tylko o tobie, że każda godzina mego życia jest pełna ciebie? Jak to nazwiesz?

Wzruszyłam ramionami.