— Owszem, wierzę, że mówi pan szczerze.
Po chwili zaś dodałam:
— I chcę wierzyć.
Gdy podniósł moją rękę do ust, przesunęłam niby nieumyślnie palcami po jego wargach.
— Już muszę iść — powiedziałam. — Oczekuję kogoś u siebie o piątej.
Był tym zaskoczony. Najwidoczniej znacznie więcej sobie obiecywał po mojej wizycie. Nie dziwię mu się zresztą. Miałam prawdziwy beau jour i nie wyobrażam sobie żadnego mężczyzny, który w takiej sytuacji z lekkim sercem zgodziłby się na pożegnanie. Niestety, musiałam. Całe szczęście, że zdążyłam wrócić do domu w niespełna pięć minut po piątej. Pan Jurgus był już oczywiście na miejscu.
Bawiła go ciotka Magdalena, czym nie wydawał się specjalnie zachwycony. Gdy poszła, by wydać polecenia służbie (pan Jurgus prosił o whisky i wodę sodową), powiedział mi:
— Od bardzo dawna chciałem panią poznać.
— Ja również o panu słyszałam.
— Nie wiem, co pani o mnie słyszała. Pragnąłbym natomiast, by pani wiedziała o mnie wszystko.