Głos jego brzmiał tajemniczo. Ponieważ wiedziałam jednak, że nic u miss Normann nie znalazł, byłam naprawdę zaintrygowana.

— Zaraz pani pokażę — przymrużył oko z miną sztubaka, który właśnie szykuje jakąś dowcipną psotę.

Znikł na chwilę w łazience i ukazał się z powrotem, trzymając w ręku jakieś patyki żelazne o bardzo skomplikowanych formach.

— Cóż to jest? — zapytałam zdumiona.

— To są świdry i rurki do zabezpieczenia ścianek otworu.

— Boże, jakiego otworu?!

Na to bez słowa odprowadził mnie ze środka pokoju i odsłonił dywan. Wówczas w samym centrum podłogi ujrzałam kupę wiórków i otwór objętości palca. Jeszcze nie mogłam się zorientować.

— Po co pan zrobił tę dziurę?

— Jak to po co?... Po to, by móc widzieć i słyszeć, co się dzieje w pokoju tej czcigodnej damy, która mieszka piętro niżej.

— Aha — zawołałam radośnie. — No, wie pan, ale to przecież genialne.