Zaśmiał się.

— Nie tak bardzo. Zawsze się to robi.

— Zawsze?... Czytałam wprawdzie o tym nieraz w książkach, nigdy mi jednak do głowy nie przyszło, by i w życiu stosowano podobne rzeczy. Myślałam, że to tylko tak dawniej było.

— Będzie tak zawsze — uśmiechnął się — póki ciekawość ludzka będzie istniała. Czy nie przeszkodzi pani, jeżeli się zabiorę do dalszej roboty?

— Ależ proszę. To jest bardzo frapujące.

— Przerwałem ją, gdy pani zapukała. A muszę się śpieszyć. Obawiam się bowiem, że miss Normann, czy jak się tam ona nazywa, niedługo wróci. Wówczas szmery, które się nie dają uniknąć przy borowaniu, mogą zwrócić jej uwagę i udaremnić cały mój plan.

— Niech się pan nie obawia — zapewniłam go. — Tak prędko nie wróci. Wiem, u kogo jest.

— Pani wie? — zdziwił się.

— Tak. Jest u pewnego pana, na którego poluje. Nie wiem tylko, czy na niego, czy na jego miliony.

Pan Fred zamyślił się, przerwał robotę i, zerknąwszy na mnie, powiedział: