— Rozumiem. To o niego pani chodzi.
Nie mogłam nie zauważyć, że powiedział to smutnym głosem. Toteż zaśmiałam się:
— Ależ uchowaj Boże. Mogę tego pana ofiarować jej gratis z opakowaniem.
Podniósł się i spojrzał na mnie z wdzięcznością.
— To bardzo ładnie ze strony pani.
Już teraz nie miałam wątpliwości, że zależy mu na mnie. Gdy znowu pochylił się nad swoją dziurką w podłodze, pogłaskałam go po głowie. Miał włosy trochę szorstkie, ale suche i przyjemne w dotyku:
— Tak się pan trudzi — powiedziałam.
Pobladł z lekka i widocznie wahał się, czy na mój awans nie odpowiedzieć w sposób agresywny, lecz opanował się i zauważył tylko:
— Gdyby ten trud nie był moim obowiązkiem, podjąłbym się go z przyjemnością i tak, gdyż trud ten jest dla pani.
Po pauzie zaś dodał: