— A tynk?

— Zabezpieczyłem. Do tego celu istnieją specjalne plastry. Ani okruszyna tynku nie spadnie na podłogę. Zresztą mam już wprawę.

— Często pan takie rzeczy robił? — zapytałam zaintrygowana.

Skinął głową.

— O, tak. Wiele razy. Nie jest to zapewne zajęcie najodpowiedniejsze dla dżentelmena, ale ponieważ przeważnie chodzi właśnie o obronę czyjegoś honoru lub czyjejś czci, czyjegoś majątku lub czyichś praw, pocieszam się tym, że cel uświęca środki.

— A gdyby pana przyłapano na tym?

— Ha — zaśmiał się. — Wówczas byłbym narażony na wielkie przykrości. Przede wszystkim zarząd hotelu, później policja... Musiałbym się gęsto tłumaczyć.

Machnął ręką i dodał:

— Posiedziałbym też pewno parę dni w areszcie, aż do wyjaśnienia sprawy.

— Doprawdy, naraża się pan dla mnie na tak straszne rzeczy...