— Za co... za co mnie panowie aresztują? Co ja złego zrobiłam?!...

— Wcale pani nie aresztujemy. Musi pani tylko złożyć zeznania. I proszę się śpieszyć.

Cóż miałam począć? Pojechałam z nimi na wpół przytomna ze strachu. Uspokoiłam się nieco dopiero wtedy, gdy skonstatowałam, że przywieźli mnie do biura pułkownika Korczyńskiego. Tu już wiedziałam, że nic mi złego nie zrobią. Pułkownika jednak nie było. Wprowadzono mnie do innego gabinetu i tam przyjął mnie ten jego przyjaciel, którego niedawno poznałam. Był teraz w mundurze majora. Przywitał mnie bardzo chłodno. Wprost nie ten sam człowiek. Zapytał surowo:

— Od jak dawna pani zna Alfreda Vallo?

Zrobiłam wielkie oczy.

— Vallo? Wcale nie znam takiego człowieka.

— Więc wszystko jedno. Od jak dawna pani zna Tonnora?

Na wszelki wypadek powiedziałam:

— Też go nie znam... To jest znam go bardzo mało.

Major zmarszczył brwi.