— Uprzedzam panią, że musi pani mówić bezwzględną prawdę. Człowiek, o którego panią pytam, jest wysoce niebezpiecznym szpiegiem. Nic mnie nie obchodzi sprawa pani intymnych stosunków. Obowiązana jest pani natomiast z całą ścisłością odpowiadać na pytania, które pani zadam. Więc od jak dawna pani go zna?

— Mój Boże! Poznałam go na początku tego miesiąca.

— Gdzie?

Nie mogłam mu przecież opowiadać całej historii z Halszką, więc powiedziałam:

— Już teraz sobie nie przypominam... Zdaje się, że w jakiejś restauracji czy kawiarni. Poznałam wówczas kilka osób, a między innymi pana Tonnora.

— Kto panią z nim poznajomił?

Z jakąż przyjemnością wpakowałabym w to wszystko Halszkę. Niech i ona miałaby takie przyjemności jak ja. Bo to przecież wszystko z jej winy. Kto mógłby pomyśleć, że Robert jest szpiegiem? Straszni ludzie. Jak oni umieją się maskować.

— Zupełnie nie mogę sobie przypomnieć — zapewniłam majora. — Musiał to zrobić ktoś przygodny.

— Czy Tonnor znał również pani męża?

— Ach, broń Boże!