— To moja daleka krewna, Donka Soleniówna. Sierotą została w mieście, to ją i zabrałem. Żyje u nas. Natalkę uczy...
Zrobił pauzę i dodał:
— Bo kształcona.
— Kształcona? — uprzejmie zapytał Wilczur.
— Gdzie tam, proszę pana — swobodnie odpowiedziała dziewczyna. — Zaledwie skończyłam szkołę powszechną. Dwa lata byłam w gimnazjum. Uczyłam się, póki tatunio żył, a później wiadomo, nie było za co...
— I pewno — sentencjonalnie zauważył Witalis. — Bez pieniędzy nie ma nauki.
— A cóż tu w okolicy słychać? Jakie zmiany?
Teraz Prokop zaczął wyliczać systematycznie, kto umarł, kto się ożenił, kto wyemigrował.
— A córka leśniczego żyje? — zainteresował się Wilczur.
— Żyje, ale takie to i życie. Lepiej by już było, żeby umarła, tylko kłopot rodzicom, leży i stęka. Już z niej same kości zostały.