— Nie, nie to. Tylko ona się boi, że mój ojciec na nią się pogniewa i że wyrzuci ją z domu.
— Niby za co ma się pogniewać? — zdziwił się Wilczur.
— Ja też nie myślę, że się pogniewa. To ona takie przypuszczenie ma. Zdaje się jej, że jak ojciec wziął ją do nas, to nigdy by się nie zgodził, żeby ona została moją żoną, że jej nawet i myśleć o tym nie wolno, bo ona jest biedna.
— Więc poradzę ci: po prostu zapytaj ojca. Nie zdaje mi się, by Prokop nieżyczliwie na nią patrzył.
Wasyl podrapał się w głowę.
— Kiedy właśnie mi zabroniła. Ona mi zabroniła. Powiada, że ojciec się rozgniewa na nią za to, że mnie zbałamuciła.
— A cóż to ty smarkaczem jesteś, który sam nie wie czego chce? — obruszył się Wilczur.
— Pewno, że nie — potwierdził Wasyl. — Mam już swoje lata. A wiem to, że bez niej i żyć mi się nie chce.
Wilczur położył mu rękę na ramieniu.
— Więc mówię ci, nie zważaj na jej zakazy i pogadaj z ojcem otwarcie.